Isher powoli uległ kotce rozkoszując się jej ciężarem, głosem oraz wszystkimi innymi bodźcami tak skutecznie i aktywnie pobudzanymi przez Mercurię. Znów tracił panowanie nad dłońmi, które jakby żyjąc własnym życiem starały się odebrać potężne dreszcze rozkoszy z każdą chwilą spływające wzdłuż kręgosłupa wilka, przepuszczały je oddając z powrotem kotce w różnym zmyślny i dokładny rodzaj pieszczot, których dokonać mogły jedynie dłonie. Isher sapał kotce niemal w ucho, za każdym razem, gdy wciągał powietrze czując ten zapach, czuł jak pachniała, cała, pachniał jej pot, każdy włos z osobna, jej oddech wszystko to działało w nieco osłabiający sposób, któremu zresztą bardzo chętnie ulegał wilk. Miał on nieograniczony dostęp do szyi i ucha Mercuria, z którego korzystał cały czas, niemal pożerając jej głowę w namiętnych pocałunkach. Czuł jak kołdra się z nich sunęła już dawno. Przez głowę przelatywały mu miliony myśli, mózg zdawał się nie nadążać z przetwarzaniem tylu wrażeń naraz, co objawiało się lekkim ogłupieniem i bezsilnością wilka, bo gdy umysł zawodzi działają instynkty. W pewnym momencie chwycił ją obiema rękami w tali, mocno i niemal brutalnie. Zatrzymał ją, i przez chwile tak trwali. Nadal ją trzymając położył obok siebie, on zawisł nad nią, zbliżył nos do jej nosa naciskając na niego tak, że ich głowy wykrzywiły się w dół tak, że dotykali się czołami. Dopiero wtedy wilk otworzył oczy, patrząc prosto w oczy z odległości jedynie kilku z kilku centymetrów, napawając się ich pięknem, za to jemu po chwili w oczach pojawił się pewien błysk.
- Ty dla mnie? To ja mam tobie służyć.
Niemal nie poruszał ustami, ledwie szeptał, lecz kotka mogła usłyszeć to dokładnie, mogła być też pewna, że na jego ustach pojawił się mały, łobuzerski uśmiech, podobny do błysku w jego oczach spowodowany pewną myślą, którą zamierzał wykonać.
Pocałował ją długo, tak długo jak wytrzymał bez powietrza. Po czym jego pocałunki zaczęły schodzić w dół. Powoli i bez pośpiechu starając się jakby wyraźnie zaznaczyć swoją obecność na każdym centymetrze ciała Mercuri. Gdy znalazł się na jej podbrzuszu spojrzał na chwilę w górę, z twardym postanowieniem i niemal dziką radością w oczach. Jego dłonie powędrowały pod jej pośladki delikatnie przesuwając się na uda ustawiając jej nogi na swoich plecach, tak ze jej uda spoczęły na jego barkach, jednocześnie lekko muskając położone uszy wilka. A on kontynuował swój plan.
Viki
Na chwile wstała by obsłużyć jednego z gości, który właśnie skończył jeść i zapragnął czegoś do picia, wróciła po kilku minutach, znów nalewając wina sobie i kotołakowi.
W odpowiedzi kiwneła lekko głową wzracając uwagę na pierścień.
- Piękna robota, czy mogłabym się zapytać skąd pochodzi i jak go zdobyłeś?
Wyglądała na lekko zaintrygowaną, nie mogąc oderwać wzroku od pierścienia.
_________________ "Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot..." .
"Byli pośród tłumu, niewidoczni i samotni. Sami przeciw sobie, i razem przeciw wszystkim." FA - Bal otwierający turniej
Uwielbiała jego głos, ciepło, oczy i bezgraniczną romantyczność. Trudno jej było wyobrazić sobie bardziej wymarzonego mężczyzny. Gotowa była powiedzieć, że całuje najlepiej spośród mężczyzn, których znała. Kiedy on wdrażał swój plan w życie, najpierw namiętnie mruczała, czując oprócz przyjemności, pewną satysfakcję z adoracji, jej ciało odpowiadało na każdy czyn wilka, czułą dreszcze przy jego pocałunkach, jednak brakowało jej bliskości jego ciała. Było jej przyjemnie, czuła każdy jego ruch, napełniało to jej ciało przyjemnością, jednak, czuła się jednak odrobinę nieswojo. Jednak, spokojnie i bez żadnej straty dla siebie poddała się jego pieszczotom, poddawała się teraz jemu próbując ustabilizować oddech i odnaleźć w sytuacji. Pozwoliła sie mu prowadzić, mając nadzieje, że wie co robi i że znajduje w tym przyjemność. Jej prawa dłoń uchwyciła w końcu kołdrę, gdy prawa zacisnęła się na poduszce, pod wpływem jednego z dreszczy, który nadszedł z kolejną pieszczotą...
Kruen uśmiechnął się, trochę smutno i odezwał się dopiero po chwili, spokojnym głosem:
-,,By móc się nim szczycić musiałem sam pokonać pięć demonów i praktycznie skąpać się w ogniu... Ale czego się nie robi dla kogoś, kogo kochasz ?- spojrzał w drzwi prowadzące do wnętrza izby, jakby na kogoś czekał i wiedział, że nie przyjdzie, potem obrócił się do rozmówczyni i dalej spokojnym głosem dodał:
-,,Ale ta historia nie pasuje do tak udanej pogody, potrzebny byłby deszcz..."-uśmiechnął się, skończywszy dość oryginalną wymówkę...
_________________ I trust God, everyone else are suspected
Powoli schodził niżej, czując na swoich policzkach uda kotki zatrzymał się zamykając oczy oddając to, co dostał, czyszczenie równie dokładne jak zapewniła mu kotka, samemu odczuwając niemałą przyjemność czując i słysząc reakcje kotki. Przez umysł przemknęła mu myśl, że teraz wystarczyłby niewielki ruch kotki by skręcić mu kark. Myśl ta szybko uleciała z jego głowy, podobnie jak wszystkie inne pozostawiając po sobie lekką i błogą pustkę zdolną tylko być "tu", "teraz" i z "Nią". Kontynuował swój plan, a ręce jego wodziły po udach i brzuchu kotki powoli starając się jak by ogarnąć ją całą. Rozkoszował się każdym ruchem i dźwiękiem Mercuri, nie pozwalając żadnemu z nich uciec. Kontynuował aż nie poczuł, że kotka osiąga pełnie, bo pragnąłby było jej dobrze, by nie mogła znieść rozkoszy, tylko to było teraz ważne, i oddawał to doskonale w swoich ruchach, powolnych i dokładnych, niosący nie tylko wrażenia dotykowe, wilk niemal głaskał duszę kotki, przynajmniej sam miał takie uczucie. Kontynuował dając kotce tyle ile mógł.
Viki
Uśmiechnęła się cieplej, historia miłosna, walka poświęcenie i miłość, te elementy należały do 3 tematów, z których składały się najlepsze opowieści dla jej ucha, nie chciała być napastliwa, ale taka wymówka na pewno Jej nie wystarczała.
- Kogoś, kogo kochasz? Opowiedz o niej?
Spojrzała na jego reakcję, powoli nalała wina i chwyciła jedną dłoń kotołaka wsadzając w nią kielich, przy czym spojrzała szklistymi oczami, taka zagrywka zwykle wystarczałaby przekonać kogoś do opowiadania.
_________________ "Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot..." .
"Byli pośród tłumu, niewidoczni i samotni. Sami przeciw sobie, i razem przeciw wszystkim." FA - Bal otwierający turniej
Czuła jego bliskość i jej brak zarazem i nie potrafiła tego znieść, tym bardziej, że dawał jej tak wiele. Postanowiła zmienić stan rzeczy. Mimo obezwładniającego uczucia zbliżającego się spełnienia, brak jego ciepła był dla niej nie do zniesienia. delikatnie je nogi najpierw uniosły się, uda rozluźniły i po jednym szybkim ruchu jej nogi były ukryte po jego ciałem. zaś je dłonie delikatnie uchwyciły jego i przyciągnęły do siebie. Pragnęła czerpać przyjemność, jednak, w takim samym stopniu chciała by on był blisko niej i czerpał z tej chwili. Gdy zapraszała go tym gestem do siebie, była wyjątkowo spragniona jego ust i bliskości... Nie pragnęła pieszczoty, lecz jego. Bardzo chciała kolejny raz spojrzeć mu w oczy i poczuć go całym ciałem. Jej dłonie były stanowcze a jej zwinne ciało powoli uciekało od jego ust, chciała jedności, gdyż jego bliskość ceniła sobie nad adorację, mimo całej płynącej z niej przyjemności. Nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować z koncepcji kolejnego przyjęcia swojego wybranka. No i kolejnych namiętnych pocałunków, a także kontaktu z jego niesamowitymi oczyma...
Kruen zaś spojrzał w kielich i delikatnie pociągnął łyk wina, ta historia, o której od lat próbował nie wspominać i obiecał już nigdy więcej o niej nie mówić... Spojrzał w oczy barmanki i spokojnym głosem, poważnym, odpowiedział:
-Chodzi o moją żonę, kobietę której przysiągłem wieczną miłość... Niech jej ziemia lekką będzie"-spokojnie odstawił kielich po gwałtownym urwaniu tematu i spojrzał przez okno. Widok błękitnego nieba, zawsze go uspokajał
_________________ I trust God, everyone else are suspected
Drzwi karczmy otwarly sie z trzaskiem. Do srodka wsunal wezopodobny stwor. Yuan-Ti. Sejmitar podrygiwal, gdy ten przesuwal sie po drewnianej podlodze. Usiadl na malym drewnianym krzeselku.
-OBSLUGA!!!- Jego glos nie nalezal do przyjemnych. On sam byl zimny i oschly.