Zabójca Trolli jaki jest każdy widzi. Profesja ta (i słusznie) uznawana jest za najniebezpieczniejszą, najsliniejszą i ogolnie najbardziej dopakowaną profesje Fighterską w Młotktu. W 2ed. niestety jest ona o wiele słabsza niż w 1 i już jest wiele innych profesji wojownika które mogą się znią równać, no ale cóż, mit i leganda pozostaje
Pytanie:
Zabójca Trolli to bardzo specyficzna profesja, jak wyglada ona u was na sesjach? Czy Zabójcy Trolli z waszych drużyn (badz BNi) to zwyczajni mordercy, zabojcy wszytskiego co sie rusza, czarna śmierć przechodząca przez miasto, coś ala Galaktus z Komiksów Marvela (w jednej ze swoich przygód dalem jednego Zabójce Demonów ktory robił wlasnie za Galaktusa porzeracza planet, gdzie sie nie pojawił cale miasta potrafily uciekać zeby nie być na drodze jego przemarszu )
Czy to raczej postac Psychologiczna.
W waszych zabójcach wazniejszy jest wątek "kogo zabiłem" czy "dlaczego zabiłem"?
Jakie rozterki może mieć Zabójca Trolli? Czy Zabójcy Trolli przestrzegają jakiś Kodeksów? Czy poprostu wazne jest wyzwanie, niezaleznie czy jest to Smok, czy Głownodowodzący Straży Królewskiej
Moim zdaniem Zabójca Trolli ma troche cieżkie zadanie. Poniewaz z jednej strony oczekuje sie od niego że bedzie rozdarty, rozbity i taki zmarnowany szukajacy śmierci. Z 2 strony jednak wszystkie wewnetrzne rozterki Krasnoluda zostają w środku. Krasnal niebedzie eksponował tego jak mu zle, jaki jest nieszcześliwy i smutny. Dlatego ciezko to odegrać bo Krasnal to raczej ukrywa i skupia sie na szukaniu wrażeń, co czesto jest odbierane jako awanturnictwo bez zadnego celu.
Posty: 369 Skąd: Ottawa, ON, Canada GG: 1404759 Płeć: Mężczyzna Obecnie zbanowany
W mojej karierze MG mialem dwie druzyny z zabojca trolli w skladzie i wbrew wszelkiej logice, byly to jedne z najdluzej zyjacych postaci. Obaj rzucali sie z lapami na wszystko co sie rusza i jest wieksze od nich i wychodzili zawsze zwyciesko. Obaj doszli do poziomu zabojcy demonow i kazdy mial przynajmniej 1 wielkiego demona na koncie. Obaj grali tymi postaciami dobre kilka lat.
Pierwszy z nich posiadl zdolnosc wladania 2 toporami dwurecznymi na raz. Zdecydowal sam zakonczyc kariere poszukiwacza przygod i samotnie odejsc na spotkanie smierci. Gdy jego towarzysze budowali domy i zakladali rodziny, on wyruszyl na Polocne Pustkowia aby wlasnorecznie zamknac bramy Chaosu. Sluch po nim zaginal.
Drugi w poczatkach swej kariery mial utarczke z wilkolakiem i zostal pogryziony. W czasie pelni, w postaci hybrydy byl prawdziwa maszynka do zabijania i zdazalo sie, ze nie majac kontroli pustoszyl wioski i roznosil karczmy. Pewnego razu zmiazdzyl przeciwnika zadem, siadajac na nim z wyskoku. Zakonczyl swoja podroz i swoje zycie w Reiklandzie, podczas bitwy z silami Chaosu. Zostal trafiony zakleciem szamana zwierzoludzi. Ot zwykly pech.
Obaj byli dobrymi kompanami, wesolymi podczas zabawy i straszliwymi w walce. Dla obu honor byl ich swietym kodeksem. Potrafili to udowadniac i bronic tej wartosci, nie byli zas awanturnikami, choc inne rasy nie rozumialy tego i za takich ich uwazaly. Nigdy nie okazywali smutku, rozdarcia ani przygnebienia. Moim zdaniem doskonale prowadzone postacie, sesje z nimi wspominam jako jedne z najlepszych.
Gracz nr1. Zab Trolli, w prowadzonej przeze mnie 4 lata grupie, odgrywał nierzadko kluczowe role. Oczywiste, że z racji swoich statystyk miał zawsze zaklepane miejsce w pierwszej linii boju. Jednak Wiele z tych "uczuciowych" sesji, przeważnie dotyczyła jego. Miał żelazne zasady: nie kradł, nie mordował (wbrew pozorom), nie pomagał elfom, NIGDY nie przeszedł obojętnie wobec cierpiącego dziecka etc. O budowaniu przyjaźni między nim a drużynowym elfem można by skrobnąć niezłą trylogię. Istota prosta, choć nie prostacka. Jego celem życia nie była śmierć z toporem w ręku. Celem jego życia było poszukiwanie utraconego celu życia od nowa. Robił to przez walkę, alkohol, narkotyki, naukę i dyskusję.
Drużynę opuścił w poszukiwaniu Marylki - dziewczynki, którą niegdyś uratował i którą postanowił osadzić w Altdorfie w jednej ze szkół klasztornych. Dziecko, które uznało go swym ojcem uciekło brzydząc się cynizmem i zgorzknieniem jego i jego kompanów.
Gracz nr2, który zrobił sobie kiedyś zabójcę trolli u innego MG, awansował go na zabójcę demonów. Później na Zabójcę Smoków (sic!). Cóż, ten gentelcham bił po prostu wszelkie rekordy. PCK to przy nim była firma drucik - min. 20l posoki dziennie. Cóż... Są i tacy. Karierę zakończył - jak każdy bohater nieopierzonego gracza - gwałtownie i boleśnie. Przy pierwszym spotkaniu ze smokiem (bojowym ofcoz) nie wytrzymał temperatury płomienia. Biedak
Myślę więc, że nie ma reguły. Ponadto wzór ZT zaserwowany nam w literaturze jest nieco schematyczny. Gotrek za bardzo przypomina skrzyżowanie najlepszych ról Bogart'a i Eastwood'a. Nakaz rzucania sie w każdą walkę, która mogłaby sie kończyć chwalebną śmiercią..? no comment.
A jeśli chodzi o pałera, to w 3 symulowanych walkach między dwoma moimi graczami: Zabójca Trolli vs Tancerz Wojny - 2/3 wygrał tancerz
_________________ This action have to be role played, not roll played...
A jeśli chodzi o pałera, to w 3 symulowanych walkach między dwoma moimi graczami: Zabójca Trolli vs Tancerz Wojny - 2/3 wygrał tancerz
Chyba chodziło ci o walke miedzy Zabójcą Gigantów vs Tancerzem... poniewaz Tancerz jest profesją oooooostrooooo zaawansowaną i ma statsy wyższe sporo od statsow Zabójcy Gigantów... wiec w sumie nie dziwne, chociaz osobiscie uwazam to już za przegięcie.
A moje przygody z zabójcami zazwyczaj konczyly sie na poczatku zabójcy gigantów... (moje w sensie moich graczy)... nigdy nikt nie przezył dłuzej niż kilka rozwinieć zabojcy gigantów. Moze dlatego ze nigdy nie bylem miłosierny i nie utrzymywałem graczy przy zyciu na sile
Posty: 369 Skąd: Ottawa, ON, Canada GG: 1404759 Płeć: Mężczyzna Obecnie zbanowany
Ja tez nie zwyklem do nadzwyczajnego milosierdzia Ale tez nie zazwyczaj nie zabijam postaci z powodu jednego pechowego rzutu koscia, o ile postacie te sa dobrze odgrywane i nie popelniaja glupich bledow. Oczywiscie jezeli kosci sa wyjatkowo nie przychylne to trudno, co zrobic...
Zabojca Trolli nie byl nigdy jakos specjalnie popularny wsrod moich graczy, prawdopodobnie z powodu nie moznosci noszenia zbroi (moja druzyna to wyjatkowo gamistyczne bestie, jakby okreslil to Beamhit).
A wogole to WFRP ssie
Przez 7 lat grajac w mlotka gram jedna postacia (kilu sesyjne przerwy gdzie powadzilem albo gralem kims innym to max 30 sesji) i byl to wlasnie zabojca.
Najbardziej przepakowana bojowo postac w druzynie? - Jednoglosnie wszyscy powiedza ze nie.. A dlaczego? Bo nie bierzemy pod uwage tlyko statow ale tego co przez ten czas gry sie wydarzylo.
W/w Zabojca byl powodem niemalze smierci samobojczej druzynowego elfa, ktory nie mogl zniesc chanby ze Krasnoludzki zabojca wyrywa na balu u barona najleprza dupe na sali (gdzie elf dostal soczystego kopa w 4 litery:)
Krasnolud, ta mordercza maszyna do niesienia pozogi, jako pierwszy w druzynie uronil lze.. hehe a jak! Slyszac muzyke i sluchajac opowiesci o honorze ktory sa mutracil.
Mordowal wyzszych od siebie o kilka wysokosci krasnoluda, a takze (co nie jest prawie do wyobrazenia) dwukrotnie szerszych od siebie. Walczyl z 4 orkami majac jedynie patelnie w reku i lancych przyczepiony do jednej reki. (prawie zginal) Osobiscie prowadzil zastep wojownikow na bitwe ze skavenami u podnoza gor szarych.
Przyjmowal w twarz obelgi i sline mlodych i butnych krasnoludow tweirdzac ze on nie jest godzien miana Krasnoluda, i kazdy kto osmieli sie go tak nazwac przy innym przedstawicielu niewysokiej rasy mogl liczyc sie wylacznie z jego gniewem.
Nigfy nie odmowil pomocy, nawet w sprawie ktorej nie rozumial, jezeli tylko moglo to sprawic ze ktos zacznie mowic o nim jak o bohaterze.
Nie szukal smierci tak po prostu, nie przyjolby jej nie przygotowany, BA Wrecz potrafil ja pokonac kiedy ta za wczesnie chciala po niego przyjsci.
Zawsze radosny, zawsze nieokrzesany i czesto wzruszony (choc to potrafila rozpoznac w teamie tlyko jedna osoba) Zabojca na za wsze troli (ze schematem zabojcy demonow lecz nie godnym byl tego miana), chory na umysle, alkocholin nie stroniacy od narkotykow, Thorek Starbreaker marzyl aby opowiesci o jego wyczynach dotarly do miasta w ktorym sie wychowal, do samego Karaz A Karak (w jezyku ludzi oznacza to "Dloga Droga na Wierzcholek) i aby wiesci te zrodzily chociaz krzte dumy w sercach jego dawnych braci i kogos kogo od wielu dziesiatkow lat nie mogl juz nazywac rodzina...
Tak RZEZNIK JAK STO PIECDZIESIAT, ale dowolny gracz zapytany o wspolgre z ta postacia, na pewno nie zacznie od statystyk, po prostu sa one zrozumialym elementem ubocznym jednej z najtrudniejszych do prowadzenia profesji w starym swiecie - nie przechwalam sie, sam uwazam ze te kilka lat gry to bylo istne studiowanie natury zabojcow krasnoludzkich. wylacznie studia
_________________ Gdzie jest Bog czego chce czy mnie slyszy? Nie
Gdzie jest Bog czego chce czy mnei kocha? NIE
Sporo ludków grajacych Zabójcy Trolli podkresla motyw psychologiczny, utraty honoru (nie godnym) ble ble ble, czy to dobrze czy zle? Moim zdaniem to czyni postac mocno niespojną. Z jednej strony zabiłem 150 orków, z 2 "ach jaki jestem nieszczesliwy - <mowiac to wydmuchał nosek w jedwabną chusteczke>" Na swoj sposob nawet troche to głupie. W moim odczuciu dobrego zabojcy nieda sie odegrac, bo dobry zabojca to taki zabojca co wszystko przezywa sam w sobie, publicznie gadac o swoich problemach nie bedzie, publicznie płakac nie bedzie (bo to kolejna ujma na honorze, w moim odczuciu), w tłumie taki Krasnal musi pokazywac jedynie siłe. A do tego jest nieznosnym kompanem, bo podajcie mi chociaz 1 powód ktory skłonim by zabojce do poruszania sie w druzynie? No niezabardzo chyba taki powod moze istniec
Jak juz ujalem tylko jedna osoba z teamu widziala rozterki krasnala.. czemu? To byl czlowiek ktory rozumial czym jest zabojca trolli. Prawda jest taka ze tylko kiloro ludzi bardzo blisko krasnoludow wie czym jest w/w kult. Dal ludzi oni sa zwyklymi pokorczmi ktorzy bezmyslnie zabijaja co popadnie, zamiast szukac szczescia w zyciu nastawiaja sie tylko na niebezopieczenstwo i to w strasznie glupi sposob.
W drozynie mialem czlowieka, barbarzynca, zdazylo mu sie walczyc u boku najemnikow, zabojcow gigantow - wszem i wobec wiadomo bowiem ze Ci walcza w regularnych armiach jako najemnicy. W/w czlowiek w zamku drahenfels (jeden z 3 postaci na 6 graczy ktora przezyla te podrecznikowa przygode) zostal raniony berlem z zawartoscia spaczenia. Co nic przychodzil do niego noca mroczny bog namawiajac go na zostanie jego sluga - zaczely sie tez mutacje.
Owy barbarzynca poprosil krasnoluda, swojego niemalze przyjaciela aby ten zabil go kiedy tylko barbarzynca zaczal by zdradzac objawy poddania sie mrocznym podszeptom. Powiedzial mu ze to dla niego sprawa honoru, ze chce zginac w bitwie jako wielki wojownik norsmenski albo z reki przyjaciela jezeli stanie sie mrocznym poddanym.
Krasnolud opowiedzial mu o kulcie pokurczy z ogolona glowa.. Barbarzynca zrozumial i poszedl ta sama droga, nigdy nie przyznajac sie do tego otwarcie (bal sie gniewu krasnoluda).
Dlatego on rozumial ze krasnolud, z cala jego wsciekloscia po wiekrzych bitwach tak naprawde pod przykrywka niesamowitego szalu po bitwie ukrywal to co naprawde czuje. Nikt nie rozumial lepiej od barbarzyncty czemu krasnolud atakuje ze straszliwa zajadloscia i radoscia na ustach a po wygranych bitwach wpada niemalze w furie.
A na pytanie czemu krasnolud powinien sie trzymac druzyny odpowiem na sposob jak to bylo u nas..
Poznali sie na trakcie, Krasnolud rozbil obozowisko i swoim chrapaniem zwabil do siebie druzyne. Oczywiscie na poczatku rozmowy okazal sie strasznie opryskliwy, nawet doszlo do malej niemalze bojki za to ze osmielili sie go obudzic. Okazalo sie ze barbarzynca i krasnolud maja takie samo upodobanie do napojow wyskokowych, po kilkugodzinnej bibie cala 6 graczy byla nawalona jak szpadel jednak nie zasneli tylko troje. Mag barbarzynca i zabojca troli. Zaczely sie nocne opowiescie jak to bylo na wojnach, bitwach, i typowe pijackie przechwalki. Opowiesci o marzeniach i dokonanych kultowyo heroicznych czynach.
Mag zdradzil sie przy tym krasnoludowi jaki jest ich cel podrozy. Nieopodal w miasteczku panowala zaraza i podejzewano o to mroczny kult wyznawcow slanesha,i przebakiwali cos o demonie (bujda na rysorach). Krasnolud nie majac nic w glowie oprocz checi wyrwania sie w zaskavenione podziemia obiecal im pomoc, jako kolejne mezne ramie.
Podczas wedrowki okazalo sie ze avanturnicy maja smykalke do znajdywania klopotow, czesto wielorekich, kilku glowych, pol ludzkich pol zwierzecych, a nawet do wyciagania informacji z pijanych i chetnych na pieniadze zrodel informacji o pracyjak najbardziej niebezpiecznej. Po kilkunastu takich "robotach" zgrali sie na tyle ze juz do konca swoich dni trzymaja sztame.
Po kilkuset przygodach kiedy postacie przeszly juz do techki (niegrywalny przepak) pojawila sie druga edycja z kilkoma poprawionymi zasadami i teraz.....
Po 15 latach wspolnych podrozy Barbarian ze Slayerem prowadza oddzialy przeciwko nowemu najazdowi chaosu, Mag zostal jako inteligencja i pomoc bojowa w Nuln, Elf wrocil do lasu (jak to ujal krasnal, "pieprzyc wiewiory") a kaplan morra i najemnik zgineli podczas wczesniejszych przygod.
[ Dodano: Sob Lut 24, 2007 7:56 pm ]
A i jeszcze jedno. Co do utraty honoru. Tutaj niegodny nie oznaczalo ze jest bez honoru czy cos takiego. Koles po prostu uwazal ze zostal wyklety z klanu i wykopany z rasy krasnoludzkiej (uslyszal od ojca ze wstyd mu za syna i wolalby juz byc czlowiekiem niz miec jako pierworodnego podszywajacego sie pod inna rase elfa).. On nie chce przywrocic utraconego honoru. Wystarczy ze ktos z jego rasy choc raz nazwie go Krasnoludem prze wielkie "K"
[ Dodano: Sob Lut 24, 2007 8:08 pm ]
PPS. Nie uwazacie ze pomysl na taka profesje - rozkminy na jej temas spotkalem niemalze wsrod kazdego kto gram w Mlotka - jest pomyslem istnie przegenialnym? Tak naprawde bez niej nie dalo by sie pojac czy tak naprawde dla Krasnoluda jest dobre imie, ze ta rasa pomimo swojego grubianskiego "ja", niezwykle nistosownych wsrod innych ras manier (U krasnali np. Bekanie oznacza pochwale dla mistrza kuchni, bez bekania okazuje sie ze jadlo bylo niedogotowane, nie dobra albo wogule go nie bylo - i to jest rownie normalne jak u ludzi "smacznego, czy dziekuje") kryje sie upodobanie do kobiet, milosc, honor, kodeks (smiem zaryzykowac stwierdzenie) bardziej przestrzegany niz rycerski.
Dla mnie wlasnie Krasnoludzki Zabojca jest tym kim byl idealny rycerz w sredniowieczu czy samuraj w japoni. Jest to wojownik scicle przestrzegajacy kodeksu honorowego, oddany slozbie wyzszej instancji. Jak zapytach jakiej instancji? Moze boga? Ryzerze oddawali swe zycie Kobietom a Krasnolud chce zginac.... I temu podobne roznice powiem w sposob banalny dla nas ludzi ale dla tej rasy niezwykle oczywisty..
W co wierzy? W honor
Komu oddal zycie? honorowi
Za co przyjdzie mu zginac? Za honor
itp itp. Wizja utopijna... Jednak nie tak bardzo jak sredniowieczni rycerze, czy japonscy samurajowie. Ci pierwsi zaslaniali bogiem masowe mordy, drudzy stawali sie roninami grabili i gwalcili... Jezeli rtych piewszych bylo 20% a drugich 30% to krasnoludzkich zabojcow postepujacych niegodnie bedzie 1%
brzmi banalnie i wogule bla bla bla... Ale na tym wlasnie polega roznica miedzy swiatopogladem czlowieka a pokurcza
_________________ Gdzie jest Bog czego chce czy mnie slyszy? Nie
Gdzie jest Bog czego chce czy mnei kocha? NIE
Według mnie zabójca trolli to fajna postać bo cały czas coś się dzieje przynajmniej gdy ja bylem MG to jeden z graczy byl ZT i gral tak jak typowy zabojca trolli gdy zobaczył ze gdzieś coś w oddali coś się rusza nie zważając na zdoanie jego towarzyszow szarzowal w to miejsce bez zadnych zawachan poprostu zalozyl plytowke wzial mlot dwureczny WW mial calkiem niezle plus rozne +'sy do WW i dmg był dosłownie jak chodzący czołg parowy połączony z murem. Gdy walczył z 3 orkami sam to orkom +10 do WW przez przewage liczebna nic nie dalo poprostu tak ich wysiekal ze nawet chyba nie dali rady mu cokolwiek zrobic. Po jakims czasie gry znalazl sobie przydupasow (a raczej małą armie) i jakby się postarał to by rozgromił obóz zwierzoludzi i innych pomiotów chaosu.
Posty: 85 Skąd: Sandbach UK Płeć: Mężczyzna Ostrzeżenia : 1
Perul napisał:
..."poprostu zalozyl plytowke"...
Jak dla mnie to wcale nie jest typowy zabójca troli. Ciężkie pancerze absolutnie nie leża mi z ta profesją!!! Wręcz jej przeczą! Płytówka to nie jest po prostu 5 pkt pancerza. To masa blachy zakładanej z pomocą sługi! Wymaga samodyscypliny i cierpliwości! Tak na prawde ŻADEN awanturnik o zdrowych zmysłach nie biegał by w takim żelastwie, bo jest to zwyczajnie niepraktyczne i zarezerwowane raczej dla stanu rycerskiego (w niejednej grze nawet prawnie!). Owszem... rpg to nie rzeczywistośc, ale Zabójca troli (czy demonów... łodewer) to po prostu zupełnie przeciwny biegun! Jego idea zasadniczo kłuci się z pancerzem! Zwróć uwagę, ze ani Zabójca Demonów, ani Zabójca Olbrzymów NIE POSIADAJĄ w podręcznikowym ekwipunku pancerza! Nawet skórzanego! jedynie Zabójca Troli ma skórznie, ale taki strój to ma nawet złodziej! Byle woźnica nosi kolczuge....
A poza tym jest to postac która trzeba mocno uwzglednić budujac przygodę. Są rzeczy których taki krasnolud nie zrobi i sprawy na które oka nie przymknie, pakując byc moze druzyne w samobujczą sytuację.
Przeraża mnie też, jak widzę graczy lecących na schemat rozwoju i zapominajacych o całej reszcie...
_________________ "Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci.
Com czynił – wszystko było pisane na wodzie.
Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie,
Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci."
Fakt - offtop ostatnio mnie się trzyma. (nie tak ostatnio, bo kawałek czasu temu to postawiłem)
Otóż, Lucjuszu, nieźle "poczułeś" tego zabójcę, a to trudne. Dla większości tra klasa to tylko zabijaka.
I nie sądzę, by jakikolwiek zabójca trolli założył zbroję. Przecież on szuka śmierci na polu chwały. Gdyby ją założył przyznałby, że boi się śmierci albo nawet ran.
Mój zabójca trolli był raczej zwykły. Nie traktowałem go jak rozrabiaki, ale był jakiś taki teatralny.
Zawsze lepiej wychodziły mi elfy.
Ja gralem zabojca ktory dopero co ruszyl w droge( zostal wygnany). Wielka frajde dawala mi metamorfoza Krasnoluda z zwyklego gornika w zabujce... Kompani z druzyny nadali mu ksywe jpl(jednoosobowa pierwsza linia) mialem niesamowite szczescie jezeli chodzi o rzutu przeciw strachowi, niemalze zawsze mi wychodzily. I to zgubilo moja postac... zgina samotnie walczac z trzema trolami...
Wogole to krasnoludzki zabojca to dla mnie jedna z najbardziej heroicowych profesjii w wfrp przyczym zajefajnie sie ja odgrywa(choc trudno). Co do walki to uwarzam ze u zabujcy nie tylko sla jest warzna ale rowniez spryt..
druzyna to za chetnie ze mna lazila bo to zawsze sie w cos wpakowalo to bojka w karczmie to obiecana pomoc w polowaniu na fampira. Co ciekawsze cala druzyna zginela w tym polowaniu z wyjatkie mojego zabujcy.
Uwazam ze najwazniejsze to tak juz zostalo powiedziane Honor
a swoja droga to jak uwazacie:
Zabujca ciezko ranny mglby wycofac sie z walki czy raczej nie powinien?
Zabujca ciezko ranny mglby wycofac sie z walki czy raczej nie powinien?
Nie sądzę.
Zabójca nie wycofa się - oznaczałoby to strach. A jeżeli przegrywa walkę to widać jednak nie jest dość wielkim wojownikiem.
Zabójcy przyjmują śmierć z pokorą.
Zabujca ciezko ranny mglby wycofac sie z walki czy raczej nie powinien?
Nie sądzę.
Zabójca nie wycofa się - oznaczałoby to strach. A jeżeli przegrywa walkę to widać jednak nie jest dość wielkim wojownikiem.
Zabójcy przyjmują śmierć z pokorą.
Tylko czy to jest grywalne? Ostatnio mój MG ma do mnie pretensje, że grając Zabójcą (dość specyficznym) po oberwaniu kilku krytyków i zakończeniu walki z 5 trupimi-wilkami na coś koło -8 PŻ nieprzytomny i zniesiony z pola walki przez resztę drużyny, po odzyskaniu przytomności chciałem wrócić do wioski się uleczyć przed dalszą podróżą na Dwór Wampirów. Stwierdzenie "jesteś zabójcą, to ty jako pierwszy powinieneś wyrywać się do walki" jakoś średnio mi pasowało gdy 5 minut temu byle 5 wilczków wpakowało mi 3 krytyki za coś koło 18-20 obrażeń każdy.
I pytanie, czy w takiej sytuacji Zabójca dalej powinien iść do przodu walczyć mimo że mechanicznie ma np 1 PŻ, czy powinien poczekać, odpocząć, nabrać sił i dopiero wtedy wyruszyć? Moim zdaniem ruszanie do walki z 1 PŻ przeciwko Wampirowi jest kretyństwem zupełnie niegrywalnym. To samobójstwo a Zabójcy walczą a nie popełniają samobójstwa.
W moich sesjach Zabójca szuka śmierci w walce. Im potężniejszy przeciwnik i śmierć bardziej prawdopodobna, tym szybciej taki Krasnolud pędzi mu na spotkanie. A jak sie nie uda i pokona przeciwnika? Cóż... do następnej okazji
Tylko czy to jest grywalne? Ostatnio mój MG ma do mnie pretensje, że grając Zabójcą (dość specyficznym) po oberwaniu kilku krytyków i zakończeniu walki z 5 trupimi-wilkami na coś koło -8 PŻ nieprzytomny i zniesiony z pola walki przez resztę drużyny, po odzyskaniu przytomności chciałem wrócić do wioski się uleczyć przed dalszą podróżą na Dwór Wampirów. Stwierdzenie "jesteś zabójcą, to ty jako pierwszy powinieneś wyrywać się do walki" jakoś średnio mi pasowało gdy 5 minut temu byle 5 wilczków wpakowało mi 3 krytyki za coś koło 18-20 obrażeń każdy.
Przeżył pojedynek więc jest cacy. Nawet w oficjalnych opisach klas zabójców wspomniane jest, że nie są to samobójcy i przygotowują się najlepiej jak potrafią. W tej sytuacji zabójca wie, że jest tylko balastem i przeszkadza innym w wyprawie, więc dopuszczalne jest by wrócił do wiochy.
Pytanie Ryśka rozumiałem jako odwrócenie się plecami do przeciwnika, przerwanie walki żeby się zreperować.
Zabójca szuka śmierci, ale nie oznacza to, że chce popełnić samobójstwo. Gdyby chodziło tylko o to to powinien zaraz po wygnaniu rzucić się do walki z jakimś demonem - miałby spokój. Tymczasem życie należy poświęcić a nie zmarnować.
A co to za honor nie dac rady dojść do miejsca butwy i sie przewrócic, prze czym watlnąć łbem o posackę i zejść z tego świata. To naprawde chonorowa śmierć prawda?
Oczywiście że zabójca rzucisię na każdą okazję do walki ale taka która przywróci mu dobre imie a nie sprawi że stanie się pośmiewiskiem całego klanu. Musi dokonać czegoś czego inny nie dałby rady.
Jeżeli krasnal o pełnym zdrowiu będzie walczył z trzema wampirami i zabiję druch, nie posiadając żadnego pancerza (o tym zaraz) to ma większy szacun niż zabity w płytówę człowieczyna prawda?
A jeżeli ten sam krasnal przewróci się bo ma rane po dawnej bitwie i nawet nie zdąży podnieść broni to zostanie zarżnięty jka prosie a to nie jest wielka smiers o której bedą śpiewali bardowi prawda?
A co do zbroi.. Nigdy!!
Dlaczego? Zasłoniła by tatułaże które maja za zadanie nie tlkyo przykuwać oko wroga z powodu jaskrawych barw, ale jeszcze sa zapisaną na ciele historią bitew zabójcy (Blizny) co jest powodem do dumy.
_________________ Gdzie jest Bog czego chce czy mnie slyszy? Nie
Gdzie jest Bog czego chce czy mnei kocha? NIE
Tatuaze jako magiczne symbole spodkalem w DnD nie pamietam aby bylo cos takiego w mlotku, jednak ostatni raz czytalem 1 ed 7 lat temu a 2 ed jak tylko wyszla.
_________________ Gdzie jest Bog czego chce czy mnie slyszy? Nie
Gdzie jest Bog czego chce czy mnei kocha? NIE
Ależ nie twierdzę, że znalazłem opis mechaniczny.
Na polterze znalazłem opis tej profesji. A w nim:
Cytat:
Wędrowiec ten wykona na jego ciele tatuaż, który jest niczym innym jak magicznym zapisem dzieła dopiero co ukończonego oraz pozostałością po starożytnych pancerzach, które wojownicy w Dawnych Dniach malowali na ciele, przedkładając je nad wszelką inną zbroję. Z czasem i sam Zabójca przekona się, że tatuaże na jego ciele faktycznie mają jakąś moc ochronną i wzgardzi każdym innym pancerzem czy tarczą!
Chciałbym zacząć od małego pytanka do Esco - jak można władać dwoma toporami dwuręcznymi?? i gdzie jest taka umiejętność?? Przecież topór taki nie jest bronią dwuręczną ze względu na swoją wagę, lecz wielkość i wyważenie. To co napisałeś jest BZDURĄ.
Jeśli chodzi o zabójców trolli, miałem kilku, ale zapamiętałem dwa skrajne przypadki.
1 - Bardzo honorowy krasnolud, który najczęściej unikał walki, powodując się zasadą, że skoro stracił honor i wyrzekł się nazwiska, żeby nie przynosić hańby klanowi, to nie będzie hańbił się od nowa. podejmował walkę zawsze wtedy, kiedy nie było wyjścia, oraz z naprawdę godnymi przeciwnikami, no i oczywiście chaos. Doszedł do zabójcy gigantów, ale odszedł w wielkiej walce i u mnie na sesjach często bardowie pieśni o nim śpiewali.
2 - Całkowita odmienność. Wystarczy powiedzieć, że wystawiłem przeciwko niemu (był sam) 3 skaveny - gracz zadeklarował, że jego zabójca trolli odwraca się i ucieka. Przerwałem sesję i zapytałem się co on robi - odpowiedział że 3 na 1 to niesprawiedliwe warunki dla niego. Spytałem się wtedy, kiedy czy wie co to jest zabójca trolli i czemu wybrał taką profesję, odpowiedział, że tak - jest to dobry wojownik, a wybrał bo ma wypasione statystyki. Nie robię tego często, ale powiedziałem, że z takim podejściem lepiej niech zagra sobie u kogoś innego.
AD 2
I słusznie. Na swoich sesjach tępię dzieci dedeka jak tylko się da.
Zdarza mi się mieć nieco inne podejście do gry niż "ogólnie przyjęte i jedynie słuszne" (na przykład w WoD robię hack'n'slash) ale robię to klimatnie i w granicach dobrego smaku.
Podobny dylemat mają ludziska z Wiedźminem. Gra została objechana bo wiedźmin jest przepakowany i odstawia teatr jednego aktora.
Ale na ten szczególik, że wiedźmin nie pałęta się z drużyną bohaterów tylko łazi sam i zabija potwory to nikt nie zwrócił uwagi. Jednemu z graczy musiałem tłumaczyć jak jełopowi, że niejaki Geralt z Rivii był wyjątkiem. Normalny wiedźmin nie zapija się w karczmach z bardami i nie zalicza tabunów czarodziejek.
zacznę może, że opierać się będę tutaj na 1 edycji warhammera.
Od czego zacząć? Może od mentalności krasnoludów. w młotku cenią sobie honor ponad wszystko. czasami zdarza się, że coś pójdzie nie tak i splamią swoje ideały. co w tedy się dzieje? W tym momencie jedynym wyjściem dla krasnoluda jest śmierć. Tak właśnie powstała profesja zabójcy trolli. Specyficzny wygląd ogłasza wszem i wobec, ze ten osobnik jest niegodny bycia krasnoludem, jest zhańbiony . zabójcy nie noszą pancerza nie dlatego, że są za słabi, czy pancerze nie komponują się z ich irokezami. nie noszą zbroi dla tego, ponieważ chcą zginąć. z tego samego powodu szukają SILNIEJSZYCH przeciwników z którymi nie mają szans.
Czy ta postać ma dobre rozwinięcia? jak najbardziej. Czy jest to najsilniejszy wojownik? możliwe. czy gra taką postacią ma sens? cóż... raczej nie dla tego, ponieważ ta postać na starcie powinna udać się tam gdzie jest pewna, ze straci życie i walcząc bohatersko do ostatniego tchu wyzionąć ducha w niesprawiedliwym boju z przeważającymi siłami.
Ale niestety ten aspekt jest pomijany co za tym idzie zabójca trolli / gigantów staje się tylko dopakowanym wojownikiem nie noszącym zbroi.
Tak na marginesie... zastanawialiście się czemu zabójca trolli ma wyjściową tylko na zabójcę gigantów, a zabójca gigantów nie ma żadnej wyjściowej profesji ?
Cytat:
Zabójca szuka śmierci, ale nie oznacza to, że chce popełnić samobójstwo. Gdyby chodziło tylko o to to powinien zaraz po wygnaniu rzucić się do walki z jakimś demonem - miałby spokój.
problem tkwi jednak w tym, że zabójca właśnie chce popełnić samobójstwo a co za tym idzie powinien szukać przeciwnika takowego kalibru jak wyżej wymieniony. pomimo, że młotek jest mrocznym systemem nie na każdym rogu można znaleźć demona, także trolle są tutaj dobrym rozwiązaniem. jeżeli okażą się za słabe zawsze można ruszyć na pustkowia chaosu w poszukiwaniu "szczęścia".