zaczyna się kolejny słodki dzień zbliżającego sie triumfu Sabatu i jego bezwzględnej dominacji w mieście
Ciemny pokuj gdzieś w mieście. przy telefonie w rogu pokoju stoi jakaś postać ukryta w mroku. jedną ręką przegląda gazety, drugą wykręca numer i łapie za słuchawkę. czeka. cezka. przekłada stronę. z kazdą chwilą w ciemnaści, bez świadków, postać staje się coraz bardziej przerażona. kolejne linijki przeczytanego tekstu gazety. jednak to i tak bez znaczenia, zdięcia mówią wszystkow. Ktoś odebrał telefon po drugiej stronie
Kiedy usłyszał, że ktoś podszedł do telefonu, zaczął:
- Cześć. Słuchaj, mógłbym wziąć paru chłopaków i pokręcić się po mieście? Szczerze mówiąc, nie mam nic konkretnego na myśli, spróbowałbym jedynie zapolować na kilku anarchów czy cam i może się czegoś dowiedzieć. A, jeszcze jedno- my mamy powybyjać ich starszych, nie? No to jak z nimi, bo jeżeli ktoś jeszcze został, to moglibyśmy się do niego wybrać...?
- Jakich starszych, gdzie ty się szlajałeś do jasnej chlery. jeszcze trochę i nas nie będzie, ktoś zdradził. wrogowie Sabatu się odezwali i napuścili na nas bandę wilkołaków. lotnisko jest doszczętnie zniszczone. gazet do jasnej cholery nie czytasz!!! Masz się natychmiast zjawić na lotnisku, będziesz wiedział gdzie dokładnie. rezstki lupinów ukryły się w hotelu. trafisz, CZEKAM!!!
z trzaskiem połączenie zostało przerwane. i zapanowała głucha cisz...