Nie dzieje się dobrze. problemy w dokach, problemy na lotnisku. jak narazie jest patowa sytuacja. pozostała cześć miasta jest niemal opanowana. udało się niemal całkowicie zniszczyć grupę z północnej części miasta. chyba nawet ktoś dopadł starszego klanu brujah. z dugiej strony starszy klanu Tremere z Sabatu zaginął w dokach. nie wiadomo co się dzieje. trzeba go poszukać. jednak w tym momencie jest cos ważniejszego do zrobienia. w górach ma miejsce spotkanie klany gangrel. trzeba naklonic ich do opuszczenia miasta a w razie konieczności zlikwidować. to bardzo niebezpieczny przeciwnik. macie się tam udać i zorientować w sytuacji.
Ostatnio zmieniony przez Maczek dnia Sob Lip 08, 2006 2:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Krajobraz gór zawsze uspokajał Artham`a, trawa łagodnie gładziła pantofelki małej (ehem) dziewczynki. Jednak nie czas na przyjemności, była robota do skorenia. Niewiedział czego może się spodziewać, jednakowoż przezorn zawsze ubezpieczony. Ubrany w małą skromną sukiene, krótką przewiewną pomarańczową bluzeczne z odsłoniętymi ramiączkami, w trapery, na pasie zawiązana bluza, przy niej zawieszona komórka, włosy związany w kitek, powiewały na wietrze. Na plecach pleczek. W poszukiwaniu posesji na której spotkać się mieli przewodniczący klanu gangrel.
Wiesz mniej więcej gdzie oni powinni się spotkać. jest to bardzo specyficzne i harakterystyczne miejse w górach. dość ciężko tam dojść. prowadzi tam jedna droga. później jednak spory kawałek trzeba przejśc piechotą. nie jest to łatwa podróż jak dla człowieka. dodatkowo teren na którym sie spotykają do dość otwarta przestrzeń, cieżko będzie podejść niepostrzeżenie.
Zastanawiasz się jeszcze jaki interes miał gangrel w sprzedawaniu ci tych informacji. Niby przeszedł na waszą stronę ale mimo to nie spodziewałeś(łaś) sie czegoś takiego.
jest jeszcze jeden drobny problem. Wilkołaki. Nie jest to przypadkowe miejsce spotkan dla gangreli. nikt o zdrowych zmysłach by sie tam nie zapuszczał. Gangrel musi miec jakieś dziwne układy z wilkołakami. wiadomo że w tamtej okolicy przebywa jakieś bardzo liczne i strasznie ogresywne plemie. Jest ono źródłem wielu legend jakie krążą w tamtych rejonach od wieków.
dowiedziełeś(łaś) się o pewnej farmie która leży niedaleko miejsca spotkan gangreli. może to być ciekawa odskocznia. jest to jedyna farma w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. zajmują się chodowlą jakichś zwierząt.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Dziewczynka (^,^') dreptała wzdłurz ścieżki, co chwila przystawała i oglądała mapę. Najwyraźniej była nie wyspana, wstała dziś wyjątkowo wcześnie, musiała wziąść poprawkę na czas jaki jej zajmie dojście do celu, postanowiła być na miejscu punkt siódma. Wchodząc na następne wzniesienie westchneła z uglą, pochylając się do przodu i opierając na swych kolanach. Wkońcu jakaś cywilizacja. Ujżała domostwo.
Uwaga MG: masz człowieczeństwo 1. nie masz szans wstać wcześnie. 8 to dla ciebie wyczyn.
Haahaha... to znaczy że jestem superherosem bo od miesiąca może więcej wstaje o 5 nad ranem, myje sie, jem śniadanie i zdążam jeszcze zrobić sobie powtórke z 1-sprawdzianu i 2-poprawek. Mimo to niejestem wampirem
_________________ Im a simple Snusmumriken
Ostatnio zmieniony przez EL_TARO dnia Pią Cze 09, 2006 7:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
widzesz w maleńkiej kotlince bardzo malowniczo położoną chatkę. jest to dom wybudowany z kamienia. ma dwa piętra i strych jest dość szeroki. wybudowany na planie prostokąta.
widzisz jak z komina wesoło wylatuje dym, przed domkiem biega pies i bawi się patykiem. jest tam słabe źródło światła skierowane na psa. widać jeszcze kilka innych lamp ale są uszkodzone. nieopodal jest kilka innych mniejszych zabudowań, całkowicie drewnianych. niedaleko zauważasz starą terenówkę. chyba kogoś widziałeś w oknie.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Widać że ktoś wykupił sobie łądne miejsce wypoczynkowe. Może jakiś biznesmen, posiadłość wygląda na sporą. taa... biznesmen, z takim samochodem. Artham rozejżał się po czym postanowił zagadać i spytać o droge. Wybrał się do zabudowań, minął samochód terenowy, najwyraźniej niebył to nowy model. Obserwował psa, Artham nie za bardzo przepadał za zwierzętami, lękał się ich troche. Miał zamiar wejść po schodach i zapukać do drzwi.
gdy zbliżyłeś się pies szybko cię zauwżył i zaczął ujadać. po chwili wbiegł do domu. drzwi wejściowe są uchylone na tyle aby przecisnął sie przez nie pies. na parterze pali się światło. samochód wygląda na mocno zniszczony ale powinien działać. widzisz na nim mocne zadrapania.
pukasz do drzwi. czekasz chwilę, nikt nie odpowiada. czekasz jeszcze chwile. cisza. masz wrażenie że odgłos stukania to był ostatni bardziej donośny dzwięk jaki słyszałeś. wszystko umilkło. nie ma w okolicy żadnych zwierząt. pomimo że dookoła jest las. słyszysz tylko szum zimnego wiatru. i ciągle pada śnieg.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Nikt nie odpowiadał. Rozejżał się po oknach, odgarniając włosy z twarzy, nikogo w domu? i skąd ten nagły opad płatków śniegu, czyżby zapuścił się aż tak wysoko? przecież idzie lato. Artham nie rozpatrywał tego paradoksu dłużej, wybrał się na tyły domostwa, obchodząc dom do okoła. Gdy mieszkał na farmie u rodziny zastępczej, najwięcej rzeczy działo się na podwórzu za domem.
śnieg nie jest dziwny jest koniec zimy i raczej śnieg nie jest nadzwyczajnym zjawiskiem. za domem jest parę krzaków i w odległości 20 metrów stoi drewniana rupieciarnia. w domu ktoś powinien być, palą się światła.
nie jesteś pewien ale chyba w lesie nieopodal coś mocno zaszeleściło.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
<<do MG: mieszkam nad morzem, więc mam niską amplitude temperatur rocznych, stąd moje zdziwienie (^__^) >>
Artham, udał się spowrotem. Nagle motyw kontunuowania przechadzki niewydawał się już taki ważny, odszedł więc na dalszy plan. Patrząc się nadal na krzaki, powoli wszedł ponownie po schodach. Zapukał, poczekał na odzew.
Wstał około 21.00.Wziął telefon i wystukał numer do Trytonusa.
-Cześć,tu Vasemir.Słuchaj,potrzebuję kilku ludzi..nie dużo,ale z 4-5 by się przydało...mógłbyś mi to załatwić?Przydaliby się Losambra i Gangrele,jak jest jakiś Tremer-nbie pogardzę...widzisz,muszę jechać w góry,do Gangreli,przekonać ich do nas...więc jak-skombinujesz kogos?
Miał nadzieję,że się zgodzi.W końcu się znali już jakiś czas,powinien mu pomóc...ale z drugiej strony trochę ostatnio dostaliśmy..ale w końcu czego jak czego,ale mięsa w Sabacie nie brakuje.Tylko,że nie o zwykłe mięso mu chodzi...Cóż,zobaczymy.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Drzwi uchyliły się. Rozejżał sie po wnętrzu domostwa. Ostatni raz zerknął na krzaki, po czym niepewnie przeszedł przez próg. Poczekał chwilke, ruszył przed siebie.
krzaki wyglądały tak jakby się tam nigdy nic nie wydazyło. nie zdradzały się niczym niezwykłym.
jesteś w niewieklkim pomieszczeniu. w lewo i prawo są kolejne pomieszczenia jedno to kuchnia. nikogo nie widać. na stole w kuchni coś stoi jakieś naczynia. w domu roznosi się jakiś dziwny zapach
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
<<będę pisał w formie damskiej, łątwiej będzie się połapać, gdy mówie do Artham dziewczynka :) >>
Dziewczynka wyglądała na zmieszaną. Zrobiła na próbę parę kroków w stronę kuchni. Oglądała pomieszczenie, analizowała swoją sytuacje. Potarła swoje małe ramionka, było dość chłodno.
Uwagę jej przykuło pewne naczynie na stole. Chyba już zanalizowała swoją sytuacje. To czego się dokonał można innymi słowy nazwać wtargnięciem na teren prywatny, nieładnie było by się włuczyć po czyimś domostwie bez wiedzy właściciela.
-ha-hallo...
Pisneła niepewnie, zauważywszy że gardło jej wyschło. Zajżała do naczynia.
stół zastawiony jest starymi miskami i tależami. zwyczajnie ktoś właśnie miał zamiar siąść do obiadu. wszystko jest ciepłe. na gazowej kuchence gotuje się w czajniku woda. jeszcze nie gwiżdze. z kuchni jest wyjście do jakiegoś małego pomieszczenia schowek chyba. na parteże nikogo nie ma.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Przystała na chwile. Rozejżała się ponownie, swoim cichym głosikiem wypiskała, chrząskając.
-psie... ehem... przepraszam... jest tu... kto?
Mówiła dość cicho.
Odgarneła włosy za uszy prawą ręką po czym, przystając z początku na jednej nodze wybrała się do następnego pomieszczenia.
-hallo?
znajdujesz schody na górę. chyba dochodzi z tamtąd jakiś hałas. ostrożnie wchodzisz po schodach. jest tam kilka połączonych ze sobą pomieszczeń. w jednym z nich za drzwiami coś jest co jakiś czas słychać słabe udeżenie dobiegające zza nich. zaglądasz do srodka niepewnie i widzisz przywiązanego łaciatego psa, którego widziałeś wcześniej na podwórku. pozatym na piętrze nic nie ma, jest jeszcze strych i piwnica
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Najpierw zadrżała na widok psa, potem się uspokoiła chwytając za serce. Na szczęście pies był uwiązany.
-huh...
Ale przez kogo? Artham zerkneła to na lewo, to na prawo. Troche dziwne, że nikogo niema w domu. Gotująca się woda, pies przedchwilą co biegał wolno, a teraz uwiązany.
-Przysiągła bym, że widziałąm kogoś w oknie
Pomyślała, kontynułując zwiedzanie.
pies schował się w kąt komórki i cicho popiskuje. zwiedzanie zajęło tobie około 30 min. nikogo nie ma. strych piwnica wszystkie pokoje i szafy. nikogo. wszędzie są ślady obecności ludzi ale właśnie sobie wyszli.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
-dziwne
Mieszkańcy jak by byli, a jednak nikogo w dom. Wyszła z domu, przystała na chwile patrząc ostatni raz na domostwo, po czym ruszyła w dalszą droge. Mniejmy nadzieje że niezostało jej jeszcze dużo drogi.
- droga jest jeszcze daleka jakieś 2 godziny piechotą. jeśli po drodze nie zablądziesz. masz też nadzieje że nie natkniesz się na wilkołaki. nie byłoby ciekawie.
kawałek musisz iść lasem. ledwo się przedzierasz. napadało sporo śniegu i czasem wpadasz w wielkie zaspy. gdy udaje ci się przedrzeć trafiasz na jezioro którego nie ma na mapie. obejście to 30 minut w plecy. teraz las jest bardzo żadki co kilka metrów rośnie drzewo. ale jest tu bardzo stromo. co chwila spadasz. kolejne 30 minut do tyłu. jesteś cały w śniegu. zaczyna doskwierać ci zimno. powoli cały sztywniejesz. aby wogóle się ruszać musisz palić kew na ogrzanie ciała. pod koniec wzniesienia są już tylko krzaki. docierasz na szczyt i widzisz w oddali miejsce gdzie powinno być spotkanie jeszcze daleko jakieś 30 minut marszu. jednak bardzo mocno wieje. jesteś dość wysoko. śniegu nie ma tu zbyt wiele ale wiatr nie ułatwi sprawy. całe ubranie masz podarte.
Posty: 634 Skąd: Where the wild roses grow GG: 7074965 Płeć: Mężczyzna
Artham
Na szczęście Artham zdążyła pomyszkowac po domostwie i wziąść z sobą jakies stosowniejsze rzeczy, jak kurtke, szalik itp.
Pozostało już niewiele drogi. Artham szła stałym tempem, co chwila zerkała czy nikogo niema w okolicy.
//i co z moim postem?Zadzwoniłem do Trytonusa,ale co mi odpowiedział?
// MG - małe nieporozumienie. przygoda trochę sie rozbiegła dla ciebie i EL_Taro więc zamykam ten temat i dla ciebie zakładam oddzielną przygodę, najwyżej EL_Taro dołączy do niej.