Porządków na dysku ciąg dalszy

Tym razem organizacja do Neuroshimy. Swego czasu było to opublikowane na portalu Moorhold ale chyba już go nie ma.
Miłej zabawy
TANKIŚCI
Opis „neuroshimowy”:
Może się zdarzyć, przyjacielu, że jadąc przez pustkowia i ruiny tego co kiedyś było środkowymi stanami natkniesz się na cztery sylwetki czołgów. Gdy podjedziesz bliżej i nie będziesz potrafił rozpoznać modelu czołgu i usłyszysz głośną muzykę ze słowami, których nie rozumiesz zawracaj bracie! I to szybko! Chyba, że masz mocną głowę i możesz dużo wypić...
Silnik warczał i rzęził. Słońce grzało niemiłosiernie. John niemal leżał przewieszony przez drzwi pickupa. Fred prowadził przecierając spocone czoło regularnym ruchem ramienia.
- Słyszysz? - John nadstawił uszu. - Fred, słyszysz?
- Wiem, wiem, silnik już długo nie pociągnie.
- Ja nie o tym! - John sięgnął przez kabinę do stacyjki i przekręcił kluczyk.
- Hej!? - Fred nacisnął hamulec zupełnie zatrzymując samochód, w którym silnik już nie chodził. - Czemu zgasiłeś silnik?
- Posłuchaj!
Z niedalekich ruin jakiejś mieściny dobiegał ich dźwięk muzyki. Obaj wysiedli. Fred wyciągnął strzelbę i powoli zaczęli podkradać się do najbliższego zwałowiska kamieni. John wsłuchał się w muzykę. Do skocznych rytmów zaczął śpiewać męski głos. John nie rozumiał słów ni w ząb, chociaż ich brzmienie mu się podobało. Gdy dotarli do rumowiska, ostrożnie wyjrzeli zza popękanych betonowych płyt. Fred syknął. Wśród gruzów, na czymś co kiedyś mogło być placem stały cztery czołgi. Ustawione w czworokąt miały wieże ustawione w różne strony. John nie był w stanie ich rozpoznać. Coś jak Abramsy, ale jakieś takie mniej kanciaste, a wieże przypominały odwrócone płytkie miski. Do wieży jednego z czołgów na dospawanych wspornikach wisiały potężne głośniki i to z nich dobiegała muzyka. Na sznurkach poprzeciągnaych między wieżami wisiały ubrania. W cieniu maszyn i pobliskich budynków wylegiwało się kilku facetów. John doliczył do siedmiu, gdy za sobą usłyszał szczęk repetowanej broni. Fred i John odwrócili się powoli. Przed nimi stało trzech mężczyzn. Wszyscy mieli podkoszulki w biało niebieskie pasy i zielone spodnie. Ubranie i skórę mieli pobrudzone smarami. Wszyscy trzej celowali do nich z kałasznikowów.
- Nu, mołojce! - Odezwał się najwyższy z trójki. - Szto zgubili?
Popychani, John i Fred, dotarli do czołgów. Nikt z odpoczywających nie zwrócił na nich większej uwagi.
- Lejtnancie! - Krzyknął jeden z pilnującej ich trójki. Zza czołgu wyszedł po chwili siwawy mężczyzna, na oko pięćdziesięcioletni. Ciemne okulary podniósł na włosy, pokazując niebieskie oczy.
- No co tam, panowie? - Spytał po angielsku. - Zabłądziliście?
- Usłyszeliśmy muzykę i pomyśleliśmy, że może zajrzymy. Nawala nam silnik i brakuje wody. - Fred nie tracił rezonu. John, mimo gorąca, był blady.
- Nazywam się Jurij - Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie. - Wania! Polej wody! - Zwócił się do jednego z ludzi eskorty, po czym rosiadł się wygodnie na ziemi, opierając plecami o jedno z kół czołgu.
- Siadajcie, napijcie się z nami! - Fred i John usiedli. Po chwili Wania podał im metalowe kubki pełne płynu. Obaj błyskawicznie je opróżnili i obu oczy wyszły z orbit.
- Mocny? - Jurij śmiał się serdecznie.
Poranne słońce obudziło Johna. W zasadzie nie wiedział, czy to słońce, czy pulsujący ból głowy. Zobaczył freda siedzącego obok i pijącego wodę z całkiem sporego wiaderka. John pamiętał spotkanie z dziwnymi czołgistami. Pamiętał jak rozpalili wieczorem ognisko i jak tamci opowiadali o ich dalekiej ojczyźnie, o jakiejś bitwie. I obudził się teraz. Obaj trzeźwieli jeszcze do południa. Po czym odszukali samochód stojacy tak jak go zostawili. Fred odpalił. Silnik zaskoczył i zaczął wydawać równy, cichy pomruk.
- John! - Fred zaśmiał się. - Chyba naprawili nam wóz.
John również się uśmiechnął. Ruszyli na południe.
Nazwa: Tankiści
Przywódca: Jurij Szewczenko
Miejsce: środkowe stany
Liczba członków: 12 (niezmienna, chyba że ktoś zginie)
Uzbrojenie: kilka AK-74, jeden Dragunov, kilka RPD
Wyposażenie: Cztery T-90
Animozje i sojusze: Najemnicy, sprzymierzą się z każdym, kto zaoferuje dobrą zabawę i dobre warunki
Wstęp: Grupa zamknięta
Sława: 1
Opis „zwykły” dla MG. Na początek graczom wystarczy powyższy opis. MG powinien jednak wiedzieć więcej:
W jednej z prowadzonych przeze mnie przygód chciałem wykorzystać “czołgistów”, organizację opisaną w podstawowym podręczniku Neuroshimy. Chcąc jednak dodać im trochę swojskiego kolorytu zmodyfikowałem tą organizację i powstali “tankiści”
Gracze napotkali w barze człowieka w pomiętym, ubrudzonym smarem mundurze. Mundur rozpięty, spod niego wygląda równie sponiewierana koszulka w biało niebieskie pasy. Mundur nie wygląda na żaden ze znanych graczom. A jego właściciel wypytuje barmana o kogoś, kto mógłby sprzedać części do radia. Mundurowy używa równie dziwnego akcentu...
Otóż ten człowiek to Jurij, dowódca plutonu czołgów T-90, które zatrzymały się za miastem. W jednym z nich sfajczyło się radio i potrzebują teraz części. Skąd tu Ruscy, zapytacie?
Gdy wybuchła wojna, po pierwszym szoku i chaosie, ludzie zorientowali się z czym mają do czynienia. Łączność satelitarna jeszcze działała. Szefowie państw, które już w zasadzie nie istniały poprzepraszali się za przedwczesne naciśnięcie czerwonych guzików, no ale cóż, mleko się już rozlało

. Amerykanie poprosili o wsparcie. Ich armia, podobnie jak pozostałe, była w głębokim organizacyjnym kryzysie, ale to oni mieli wroga na swoim terytorium. Europejczycy jak to Europejczycy – mieli wszystko głęboko i zaczęli tłuc się między sobą “przywracając pokój i cywilizację”. Jedynie prezydent Rosji mógł oddelegować część sił na front amerykański. I zrobił to. Został wysłany korpus ekspedycyjny “Zwiezda”: 2 dp i 1 dpanc. Te siły zostały przerzucone najkrótszą możliwą drogą i od razu na flankę wroga: na Alaskę. Plan był prosty – wziąć Molocha w kleszcze, ale żaden plan nie przetrwa kontaktu z wrogiem... Po pierwszych sukcesach korpusu i zwycięstwach nad zaskoczonym Molochem. Maszyny zaczęły brać górę i powoli spychać Rosjan do morza. Dowódca korpusu podjął brzemienną w skutki decyzję – przebić się do Amerykanów. Dywizja pancerna wbiła się żelaznym klinem w umocnienia maszyn i zaczęła przeć na południowy wschód. Flanki były osłaniane przez dywizje piechoty. Moloch długo nie mógł zorientować się o co ludziom chodzi. Układy logiczne nie były w stanie sobie poradzić z tak nielogicznym i samobójczym działaniem. Dopiero gdy wojsko było już niemal w połowie drogi właściwe połączenia sieci neuronowej dały odpowiedź – oni chcą się połączyć z ludźmi na południu! I maszyny, które do tej pory jedynie sporadycznie szarpały piechotę i obserwowały marsz wojska przypuściły szturm wszystkimi siłami. Piechota zmęczona długim forsownym marszem zaczęła się łamać. Lecz ludzie parli dalej. Wiedzieli, że nie mają już odwrotu, albo przejdą przez te pustkowia albo zginą wszyscy. Przedarli się! Dotarli do amerykańskich pozycji! Tyle że tam nikogo nie było... Nikogo żywego. Ziemia zasłana była ludzkimi szczątkami i maszynami. Bitwa się skończyła. Nie istnieje już regularny front. Rosyjski korpus, który w trakcie przeprawy przez terytorium Molocha stracił 60% składu osobowego okazał się jedyną regularną formacją wojskową na froncie. Lecz to jeszcze nie koniec... Kiedy cała nadzieja upadła, a morale żołnierzy spadło do zera, na horyzoncie pojawiły się jakieś ogromne czołgi. To Amerykanie! Nadzieja wstąpiła w ludzi korpusu. Gdy pojazdy się zbliżyły okazało się, że to jednak nie Amerykanie... i los chciał, że ostatnia duża regularna bitwa jaka rozgorzała na amerykańskiej ziemi odbyła się pomiędzy maszynami a rosyjskim wojskiem. Wyczerpany i złamany psychicznie korpus stawił czoła czterem jugenrautom i dziesiątkom wspomagających je maszyn. Opis bitwy pozostawiam mistrzowi gry, który wprowadzi tankistów. Powinien się odbyć przy ogniu, w nocy, a czołgiści powinni smutno patrzeć w płomienie i zerkać na horyzont gdzie zostawili swoją ojczyznę. Trzy z czterech monstrualnych maszyn zostały zniszczone. Czołgi Jurija były w szpicy pancernego zagonu, który wyszedł na tyły maszyn. Kiedy kanonada przycichła okazało się, że to jedyne sprawne i niepłonące czołgi. Na polu walki słychać było pojedyncze, nieskoordynowane wybuchy kanonady. To koniec. Gdy ostatni jugenraut zaczął obracać się w stronę samotnie stojących czterech czołgów. Jurij nie czekał na koniec tego manewru. Rozkazał zwrócić maszyny na południe i wycisnąć z nich ile fabryka dała. Tak to mniej więcej wyglądało... Oprócz plutonu Jurija, który ocalał z dywizji pancernej, można będzie spotkać pojedynczych żołnierzy korpusu “Zwiezda” wśród ludzi z Posterunku i wśród walczących na froncie grup partyzanckich. Załóżmy, że z piechoty ocalało około pięciuset ludzi, którzy są teraz rozproszeni po całym froncie.
Jurij i jego tankiści snują się teraz po terytorium USA. Początkowo próbowali wrócić do domu. Okazało się jednak, że nie ma statku, który mógłby zabrać i ich i ich czołgi, a sami wracać nie zamierzali. Przez długi okres czasu, kiedy jeździli samotnie po pustkowiach i nie spotkali żywej duszy wytworzyła się psychiczna więź między nimi i ich maszynami. To byli młodzi chłopcy oderwani od domów i rzuceni gdzieś daleko do walki z potwornym przeciwnikiem. Załogi czołgów to byli ludzie w wieku 19-24 lata. Jurji, w momencie desantu miał lat właśnie 24. Teraz, po trzydziestu latach tułaczki na obcej ziemi ma lat 54 i jest zgorzkniałym, zniszczonym przez pustynne wiatry człowiekiem. Reszta przyzwyczaiła się do tego życia i jest to zabawowa załoga a jest ich w sumie dwunastu – załoga T-90 to trzech ludzi. Teraz o swoich czołgach nie mówią inaczej jak “diewiuszki”. I są to: “Katia” - czołg dowódcy, “Kalina”, “Natasza” i “Wiera”. Za Wierą, na sztywnym holu ciągną kuchnię polową przerobioną na bimbrownię. To jest ich waluta – bimber. Wymieniają go na żywność, paliwo i części do naprawy czołgów. Czasami najmują się też jak komuś trzeba rozjechać dom, albo przyłożyć z kumulacyjnego. Ich morale jest złamane, na pytania, dlaczego nie wrócą na front przyłożyć Molochowi odpowiadają, że zbyt boją się o swoje dziewczynki, a jak im się stanie krzywda? Najbardziej otwartym człowiekiem wśród nich jest Wołodia, niestety jest on bardzo rzadko trzeźwy. Zawsze był lubiany w korpusie i miał wielu przyjaciół wśród załóg innych czołgów. Wszyscy zginęli w czasie przeprawy lub w ostatniej bitwie. Problem z Wołodią jest też taki, że jest on działonowym Katii. Jeżeli strzela z działa nigdy nie wiadomo jaką pestkę załaduje. Na mechanikę przekłada się to następująco: 2-15 – właściwy pocisk

, 16-18 – kumulacyjny, 19-20 – odłamkowo burzący. Pomyślicie sobie teraz: “zaraz, zaraz, a co z 1?” Kiedyś tankiści Jurija znaleźli stary magazyn wojskowy, a w nim amunicję o kalibrze pasującym do ich dział. W tym taktyczne ładunki jądrowe. Już wiecie co się stanie jak wypadnie 1?
Inną interesującą postacią jest Krasnyi Josif, dowódca Nataszy. Jest melomanem. Zamontował na wieży swojego czołgu potężne głośniki, które znalazł w ruinach jakiegoś zapomnianego miasta. Mówią na niego Krasnyi bo uwielbia słuchać radzieckich pieśni, w tym hymnu. A regularnie puszcza “Katiuszę”. Gdy czołgi jadą zaatakować na zamówienie jakąś zapadłą dziurę puszcza Walkirie na pełen regulator. Jest to zachowanie humanitarne, bo zanim nasze mołojce dojadą na miejsce wioska z reguły jest już opuszczona. Obrazu dopełnia rosyjska (nie radziecka!) flaga zawsze stercząca z wieży Katii.
Tankiści Jurija nigdy nie spotkali się z gangiem czołgistów opisanym w podręczniku. Jednak gdyby takie spotkanie miało miejsce, lub gdyby gracze zechcieli walczyć z załogą Jurija to pamiętajcie, że to weterani: Przedarli się przez terytorium Molocha i przeżyli starcie z czterema jugenrautami. Nie lubią też walczyć pieszo – wolą zniszczyć z dział lub rozjechać jakiś budynek niż do niego wejść z karabinem. Jeżeli interesują Was dane techniczne czołgów odsyłam do google

Wspomnę tylko, że oprócz armat dysponują ckm i działkiem przeciwlotniczym zamontowanymi na wieży oraz wyrzutniami granatów dymnych a także moździeżem. Ich pancerz jest reaktywny (jak u naszych “twardych”) - kwadratowe płytki z małymi ładunkami kumulacyjnymi skierowanymi do zewnątrz. Wybuchają przy zetknięciu z pociskiem niwelując jego działanie. Płytka i pocisk ulegają zniszczeniu na zewnątrz czołgu. oczywiście jest to pancerz jednorazowego użytku – trafienie idealnie w miejsce po zniszczonej płytce spenetruje właściwy pancerz czołgu.
Tankistów wprowadziłem, bo gracze mieli opcję szturmowania pewnego dobrze bronionego budynku i sami nie daliby rady. Moi gracze skorzystali z tej opcji

Niestety nie wypalił jeden quest poboczny, bo opuszczone miasteczko wydało się graczom podejrzane – moim graczom wszystko wydaje się podejrzane, po tym jak kilka razy nacięli się na ukryte pojedyncze maszyny Molocha ledwo uchodząc z życiem i najpierw strzelają a potem pytają

No i poprosili Jurija (który akurat eskortował transport żywności do Nowego Jorku, a który to transport zorganizowali gracze

) by profilaktycznie walnął z armaty w sam środek placyku widzianego przez lornetkę. Wołodia załadował... (na kostce wypadło 1). Nawet nie wiecie jak szybko gracze ładowali się do czołgów by uniknąć radiacji

. Z questu nici, bo taktyczny ładunek wymiótł wszystko w promieniu kilometra. A miały to być “dzieci kukurydzy” opisane na stronie Neuroshimy (walkiria net)z lekkimi modyfikacjami

W sumie niewiele brakowało by nici były z głównej przygody, bo jak odgrywając Jurija zacząłem zaciągać i wstawiać rosyjskie wyrazy, a potem gdy pojechali z nim do czołgów i puściłem “Katiuszę” to zasymilowali się z tankistami zupełnie i opróżnili cały zbiornik bimbru

Na szczęście wytrzeźwieli na czas...